Amerykańscy importerzy i eksporterzy deklarują wiarę w stabilność handlu w Ameryce Północnej, ale jednocześnie przebudowują swoje łańcuchy dostaw. Wynika to z badania Environics Research zleconego przez firmę Livingston International, zajmującą się odprawami celnymi i doradztwem handlowym.
Optymizm w deklaracjach, zmiany w praktyce
Według raportu aż 92% badanych firm z USA jest przekonanych o stabilności północnoamerykańskiego otoczenia handlowego. Mimo to większość szuka zabezpieczenia na wypadek kolejnych zakłóceń, które pojawiły się od początku 2025 roku.
- 84% importerów rozważa zakup towarów w krajach lub regionach spoza Ameryki Północnej,
- 71% planuje przenieść produkcję do alternatywnych krajów poza kontynentem,
- 72% chce sprowadzić produkcję z Kanady lub Meksyku z powrotem do USA,
- 49% widzi w Ameryce Środkowej i Południowej alternatywne źródło dostaw,
- 77% rozgląda się za rynkami zbytu w Azji, m.in. w Chinach, Japonii, Indiach, Wietnamie i Korei Południowej.
Szef Livingston International Robert Smith podsumował to tak: „Firmy nie porzucają handlu w Ameryce Północnej, ale na nowo oceniają, jak on ma wyglądać”.
Umowa USMCA traci na znaczeniu
Choć 90% badanych korzysta z umowy USMCA (handlowej między USA, Meksykiem i Kanadą), jej rola w budowaniu zaufania wyraźnie słabnie. Tylko 34% firm uznaje samo istnienie porozumienia za powód do pewności co do stabilności handlu w regionie. Silną integrację łańcuchów dostaw i mocną gospodarkę regionu wskazuje jako czynnik stabilizujący 38% badanych.
Raport odnotowuje też, że 43% ankietowanych ocenia niedawne nieprzedłużenie USMCA jako pozytywny wpływ na otoczenie handlowe. Prawie osiem na dziesięć firm (77%) zamierza wstrzymać inwestycje w północnoamerykańskie łańcuchy dostaw do czasu większej stabilizacji.
Cła w cenach i kłopoty z zasadami
Koszty ceł w dużej mierze spadają na klientów: 62% firm przerzuca na nich część lub całość opłat, a tylko 17% pokrywa je w całości z własnej kieszeni. Przedsiębiorcy mają też problem z nadążaniem za przepisami. Aż 77% przyznaje, że ich organizacje nie wyrabiają się ze zmianami i nie potrafią potwierdzić, czy w pełni stosują się do nowych reguł celnych.
Między 68% a 75% importerów wskazuje trzy główne trudności:
- znalezienie ludzi i wiedzy potrzebnych do zrozumienia zmian,
- nadążanie za tempem zmian w polityce handlowej,
- wykorzystanie technologii do automatyzacji zgodności celnej.
Badanie przeprowadzono online między 20 sierpnia a 9 września 2026 roku wśród firm z USA i Kanady, działających w 12 branżach. Warto pamiętać, że zleciła je firma, która sama sprzedaje usługi doradcze w tym obszarze.
Co to znaczy dla polskich firm i ubezpieczeń
Raport dotyczy amerykańskich i kanadyjskich przedsiębiorstw, a nie rynku polskiego czy unijnego. Pokazuje jednak mechanizmy, które mogą dotknąć także europejskich dostawców i odbiorców współpracujących z USA: zmieniające się trasy i źródła dostaw, wyższe koszty oraz więcej formalności celnych. Polskie firmy handlujące z partnerami zza oceanu powinny liczyć się z renegocjacją kontraktów i ryzykiem opóźnień.
W praktyce warto przejrzeć zakres ochrony, jaką mają firma i jej towar. Przy zmianie tras dostaw dobrze sprawdzić, czy ubezpieczenie transportowe (cargo) obejmuje nowe kierunki i środki transportu. Przydatne bywa też ubezpieczenie należności, gdy kontrahent ma kłopoty z płynnością. Nie należy zakładać, że standardowa polisa pokryje skutki zmian w cłach lub przepisach. O takich wyłączeniach decydują ogólne warunki ubezpieczenia, więc najlepiej zapytać o nie przed zawarciem umowy.
Źródło: PR Newswire – „U.S. businesses hedging their bets on North American trade as tariffs and trade disputes show no signs of abating”